punktualność w wykonaniu hiszpańsko-venezuelskim
Posted on April 18, 2008 | Filed Under podróż
świeży i wypoczęty dosiadłem dwukołowego rumaka objuczonego w potężne kurfy oplątanego pajęczyną taśm mocujących różne pierdoły niezbędne do uprawiania survivalu po drodze typu psiwór i namiot.
i tak ruszyłem ku wschodzącemu słońcu które stało już niemalze w zenicie.
przy którejś z kolei bramce telefon do Melissy i umówione spotkanie na La Rambla o 5. Po dwóch latach znów wróciłem do tego miasta. Podobnie jak ostatnim razem urzekło mnie. Po prostu. Ludzie, ruch, dynamizm.
Subiektywne odczucie. Po prostu.
Okazało się że jednak Melissa będzie wolna o 18. Trochę za późno. Umawiamy się na nieokreśloną przyszłość. Bo ja tam jeszcze wrócę.
Kierunek Girona - na weekend wbijam się do Bruna, który lata na pokładzie Ryanaira i mieszka właśnie pod Barceloną z dziewczyną i córką.
Partyjka szachów, wieczorne piffko, patatas bravas i kimono.
I tak generalnie do środy zeszło.
About this Post
Permalink | Trackback |
|
Print This Article |
Comments
Leave a Reply